wtorek, 13 stycznia 2009
bez tytułu
tak mi pusto, tak jakoś nie ciepło, nie pełnie brak i jeszcze niepewność co do decyzji co dalej ale najbardziej doskwiera mi ten BRAK miłości, bliskości, wspólnego bycia z kimś, bycia przy kimś,rozmów,opowiadania o sobie mężczyzny,przyjaciółek,przyjaciół... co ja mam zrobić? i ta ponura rzeczywistość domowa :(
jadę jutro do Krakowa, kupić sobie coś do ubrania chciałabym oderwać się na chwile od natłoku myśli w głowie chciałabym żeby było mi łatwiej podjąć decyzje i zrealizować co zamierzam
nie chcę już tak dalej
piątek, 12 grudnia 2008
czwartek, 11 grudnia 2008
piątek, 21 listopada 2008
brak sił, dieta, jedzenie, gotowanie,prowadzenie za ręke
źle się czuję: - mdlości -szybkie męczenie się -poty -ogólne osłabienie, brak siły -zniechęcenie -smutek/przygnębienie -brak energii -bóle mięśni kręgosłupa i jak tu iść do przodu? jak budować nowe? skoro mam ochote tylko na to żeby się połozyć i żeby mnie nikt nie zaczepial nikt ode mnie nic nie chciał. Jest w tym jedna fajna rzecz - że nie ma jakiegoś wielkiego lęku, że jest spokój - spokój przygnębiający ale jednak ;) wczoraj odebrałam zalecenia żywieniowe i jadłospisy od dietetyczki. Trza się zająć tą dietą, poszukać przepisów w necie, zrobić zakupy a ja nie mam na to siły. A tak czekałam na ten czas kiedy " wezmę swój brzuch w swoje ręce" i sama zacznę o niego dbać przygotowując sobie posiłki. A teraz mi się nie chce. Moja samodzielność w kuchni to będzie (jeśli w ogóle będzie) rewolucja. Bo ja do tej pory sporadycznie przesiadywałam w kuchni nie mówiąc już o użytkowaniu kuchenki. A teraz przyjdzie mi sporo czasu spędzać, przynajmniej na początku kiedy się będę uczyć. Także nie wiem jak to zniosą Ewa z Jurkiem...Jak my się tam wszyscy zmieścimy? ze swoimi garnkami, gotowaniami, jedzeniami ;D.Myślę że dla nich to też może być trudne ;D, bo dotychczas to oni byli chyba głównymi przesiadaczmi w kuchni. Oprócz weekendów, kiedy jadą na giełde - wtedy przesiaduje mama. Przynajmniej zaznaczę tym swoim gotowaniem moją obecność w domu i podkreślę jak wkurwiajaca i uciążliwa jest ta ciasnota w domu. obym tylko sie zebrała do tego gotowania. mnie się to nawet podoba, to wybieranie produktów w sklepie, ich przygotowywanie - mycie, obieranie, krojenie, gotowanie itd. Dziedzina, którą przegapiłam w swoim zyciu, a raczej oddałam w ręce mamy albo innych. A przecież gotowanie jest takie zmysłowe, może być też polem do kreacji, twórczości, zabawy. Zabawy smakiem, zapachem, wyglądem. No i odbiore tym samym mamie, poważne narzędzie( i argument) bycia " dobrą" matką. Dotąd ja uważałam że ona MUSI mi gotować za to co mi zrobiła a ona że gotując wcale nie jest taka zła. Czy jakoś tak ...:) Ciekawe czy to że zacznę sama gotować jakoś wpłynie na nią... Z mojej strony to już najwyższa pora się wziąźć za gotowanie, aż wstyd się przyznać że mając blisko 30 lat -nie gotuję. Już czas zająć się sobą. przed chwilą Ewa wzięła Patryka i zaprowadziła go do dobrej lekarki, która przyjmuje prywatnie. I przewinęła mi się taka myśl że to ja chciałabym być takim 7 letnim Patrykiem, o którego się dba organizując mu najlepszą opieke. Mam poczucie że o mnie nie dbano, może w pierwszch latach zycia tak. Ale juz potem to se sama organizowałam: lekarza, kółko plastyczne, zajecia korekcyjne, kupowałam ubrania sobie. No apotem sama też - szpital, operacje, poradnie pedagogiczną, zapomoge, alimenty itd itd. mam jakąś taką niespełnioną potrzebe żeby się ktoś mną zajął, własnie tak wziął za rękę i zaprowadził gdzie trzeba. a przecież czas dzieciństwa już dawno minął, jestem dorosła - mogę sama o siebie zadbać... a jednak na tęsknota za tym żeby ktoś..... ech.
sobota, 26 lipca 2008
BEZ TYTUŁU
no ulżylo mi nieco jak się okazało na usg że nie mam raka pachwin, raka piersi czy zaatakowanych węzłów chłonnych. Mam łagodne zmiany spowodowane hormonami. No hormony u mnie buzują, biedne nie mają się gdzie rozładować ;)I ja biedna, męcze się razem z nimi. I wciąż zadaję sobie pytanie - kiedy wreszcie ?!, bo oszaleje chyba. Po takim badaniu, kiedy lekarz mi mówi - nic tu nie widze, zawsze jakby dostaje wiatru w skrzydła i na jakiś czas czuję się fajnie lekko. ciekawe czy stan psychiczno-emocjonalny może miec wpływ na powiększenie węzłów chłonnych..., gdzieś kiedyś na forum o nerwicy rzucił mi się temat o węzłach. Albo te moje, to jeszcze efekt tych wszystkich infekcji, które przeszłam. A może wciąż mam jakieś ? kurcze. Dziś w nocy coś mi się dziwnego działo. Nagle poczułam się strasznie słabo jakbym za sekunde miała zejść z tego świata. Do tego paniczny lęk. Trwało to może pare sekund. Sama nie wiem czy jeszcze we snie czy na jawie stwierdziłam że to na pewno był ten atak paniki, o którym często rozmawiamy z dziewczynami, które mają nerwice lękową na spotkaniach. W ogóle to nie wiem czy to "coś" to mi się śniło czy naprawde miało miejsce. a na terapii no ostatnio było bardzo wesoło. Do tej pory jak sobie przypomne fragmenty to się śmieję. Nie wiem czy to dobrze, bo to nie powazne jest :D. A terapia to powazna sprawa, trzeba sie skupić na problemach, skoncentrowac itd. Czasem wkurza mnie w sobie to że sobie lubie robic jaja, a że terapeut też jajcarz no to jest rozrywka :) Fakt że jak tam weszłam to pierwsze słowa moje brzmiały: - czuje smutek, apatie i beznadzieje. a w domu znów przyszedł ojciec, chociaz wcale nie było takiej potrzeby. Dziś są moje imieniny, przyniósł mi bombonierke. Zaraz za nim mama dała mi bombonierke od siebie. No cuda , może nie chciała być gorsza ;)Ojciec ostrzyżony, wypachniony, w białej koszuli pod krawatem az mi sie głupio zrobiło że ja w wyczorchanej koszuli nocnej ;D. Jak był poprzednim razem, jakoś mu się nie śpieszyło do siebie, poszedł z mamą do szklarza, zaniósł szybe, pojechali po nip do dps -u, wrócił, zjadł obiad. Jak szłam do ubikacji to kątem oka zobaczyłam że przy stoliku pije piwo. To wzbudziło we mnie okropną złość... tak jak kiedyś. Reakcja chyba identyczna, nic się nie zmieniło. Złość, płacz i poczucie że lepiej by było żeby mnie nie było. tzn najbardziej to się chyba w tym wszystkim przelękłam że mama też pije. Ale się myliłam. dziwne, że to tak samo się odbywa jestem przekonana że gdyby matka kiedyś przyszła pijana moje reakcje były by podobne do tych z przeszłości. nie wiem czy stać było by mnie na odrobine dystansu. kurde, chyba porażka. no i jak ojciec siedzial w tej kuchni i jadł kotleta, to ja w tym czasie siedziałam w pokoju i sie zastanawiłam jak by tu wpaść do tej kuchni i wywalić mu wszystkie te moje żale, coby nie tłamsić w sobie emocji i tym samym nie dawać powodu mojemu żołądkowi do powstawania kolejnych wrzodów. Ale no jak ja miałam to zrobić, przeciez by się udławił tym mielonym
poniedziałek, 21 lipca 2008
I ZNÓW TA SOMATYKA
znów ogarnia mnie niepokój związany z chorobami, z ciałem, z funkcjonowaniem organizmu. Od paru miesięcy bolą mnie węzły chłonne, pod pachami - zwłaszcza po prawej stronie, w pachwinie też głównie po prawej. Na usg żył w nodze prawej wyszło że mam powiększony węzeł. Jak potem robiłam usg jamy brzusznej to przy tym lekarz zobaczył także pachwine ale nic nie powiedział czy coś jest nie tak. I kuje i boli mnie pierś po prawej stronie. Dlatego też żeby przerwać/wyjaśnić ten mój niepokój zapisałam się na usg piersi i węzłów chłonnych na środe. ale to nie wszystko. mam także od paru miesięcy kucio-bóle po prawej stronie jamy brzusznej. Jak mnie badała gastrolg, dotykajac brzucha to przy naciskaniu brzucha po prawej stronie mnie bolało. nie wiem co to czy to wątroba czy jelita czy trzustka czy co jak byłam na badaniu u ginekolog ze 3 mies temu - nic nie stwierdziła. Moze to wyrostek pomyślałam... i już w myślach czekam na jakieś silne ostre bóle... męczy mnie to. nie koge iść do gastrolog bo jeszcze ze dwa tyg ma urlop. A powinnam iść do niej, bo nie odebrałam jeszcze wyniku z badania histopatologicznego żoładka. chyba zeby powtórzyć usg jamy brzusznej i może narządów rodnych? bosze...skad ja mam brać na to energie? Ewa przy wyrostku, przy samym już końcu robiła czarne kupy. I ja dziś i wczoraj też wydaliłam czarne stolce :O, ten wczorajszy to sobie wytłumaczyłam tym że przedwczoraj zjadłam pare jagód. No ale ten dzisiejszy? Martwi mnie to bo wiem że czarna kupa oznacza jakiś wewnęnętrzny krwotok a w połączeniu z tymi moimi kłóciami i problemami z przewodem pokarmowym wydaje mi się to prawdopodobne. no nic, przyjze się swojej kupie jutro :) Powtórze sobie chyba też badania podstawowe krwi : morfologia, próby watrobowe, cukier, ob. Ciekawe czy moja odporność jest na tak niskim poziomie jak poprzednio, czy dalej spada. A jesli spada to co z tym zrobić? zawracać głowe interniście? PRZYSZEDŁ OJCIEC
w sumie to nawet zapomniałam że ma przyjść. Siedziałam na wersalce z laptopem grzebąc w internecie. Nie miałam ochoty wstawać,nie miałam ochoty się witać, całować. Może też ciekawiło mnie co zrobi - czy sam, pierwszy podejdzie do mnie i się przywita. Podszedł, objął, pocałował. nie powiem żeby to było niemiłe :) Jak to zwykle z nim bywało - rozmowa się nie kleiła, mama podtrzymywała gadke, " ciągnąc go z język". Przeczytał papier ze spółdzielni na temat przekształcenia mieszkania i od razu acekurancko - ale ja nie mam pieniędzy , mi zostaje tylko 70 zł. :) I wyjął jakiś swój papier z mopru że nie może pracować bo nie ma renty a tylko okresowy zasiłek opiekuńczy. Mówie że to nie wina mopru ani zusu że Ci nie dali renty tylko Twoja bo nie masz wypracowanych lat. Coś tam jeszcze mówił że go nie wpuszczamy do domu , bo kiedys był ale nikt go nie wpuścił. Srutututu. ściemniać to on zawsze umiał. Powiedziałam żeby nie gadał głupot, ze kiedyś zaalarmował nas że przychodzi na drugi dzień, wszyscy czekamy, Jurek wcześniej wraca z giełdy a jego nie ma. na drugi dzień mama spotyka go koło sklepu pod blokiem jak przechodził wracajac z pobliskiej działki i mówi żeby wpadł teraz. To machnął ręką. Powiedział że lało i nie miał parasolki ispuscił głowe. żałosne, W sumie to ja nie mówiłam peawie nic, siedziałam zapatrzona w ekran laptopa i coś tam grzebałam. już mi się nie chciało podtrzymywać na siłe rozmowy tak jak kiedyś. Był tylko moment że pomyslałam sobie może by, skoro jest okazja cos tam z siebie wywalić... zaczepiłam ojca pytajac - no i co mi jeszcze ciekawego powiesz...jakbym oczekiwała że mi powie że tęsknił za mną , że mnie kocha itd. a on mi odpowiedził z usmieszkiem: - kombinuje się jak się da - ale z czym i wyjmuje z kieszeni legitymacje z przerobiona datą ważności, żeby jeżdzić bez biletu, dumny z sibie jak to on sprytny kolo potrafi wyrolować kanarów. No i jak taki ktoś miał byc dla mnie wzorem, autorytetem i oparciem?
czwartek, 17 lipca 2008
wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
nie no ja chyba pękne w środku zaraz no chyba oszaleje zaczne wrzeszczeć, tarzać się no nie radze sobie z sytuacją mieszkaniową, no nie umiem zaakceptować tego że nie mam swojego miejsca w domu!!!!!!!!!, no nie umiem zapanować nad nerwami, jak mi Ewka wchodzi z praniem pod nosem, albo wchodzi po deske i żelazko a potem ustawia ją na przedpokoju, także nie mam jak przejść, musze sie przeciskać. no nie umiem sie nie wkurzać jak leże sobie na wersalce a ona przychodzi z Patrykiem ściągnąc pranie. Boże nie umiem i nie wiem jak z tej patowej sytacji wybrnąć albo jak się z nią pogodzić. no nie umiem nie zaciskać warg, nie złościć się za każdym razem. jak mam zareagować, co mam w takiej sytacji powiedzieć żeby nie duśić w sobie emocji? - źle się czuję z tym jak mi wchodzisz do pokoju powiesić pranie?!
AWANTURA
i znów serce mi waliło jak oszalałe, pot ściekał po plecach, dłonie całe mokre, ciało rozpalone a ja nie wydusiłam z siebie słowa. Mimo że byłam zła , wściekła, oburzona. Ostatnio Jurek wydaje mi się być bardziej poddenerwowany niż zwykle,( jeżli to w ogóle możliwe )łącze to z tym że rzucił palenie i głód nikotynowy daje mu się we znaki. Do tego codzien pifko i mamy mieszanke wybuchową. Która i bez tego kipi. Zaczęło się chyba od tego że Patryk nie chciał zjeść obiadu, próby namówienia go i zastraszenia ( typu nic już dzisiaj nie dostaniesz do jedzenie, albo - pójdziesz do szpitala), obelgi ( uparty matole) nie poskutkowały. - nie mam ochoty i już - zanosił się mały. - dobra, to w takim razie zapłać za to coś nie zerzarł.Ziemniaki, sałtaka - 10 zł, no rusz się, dawaj kase. Patryk z płaczem poszedł do pokoju. Jurek dopierdolił się teraz do niego o nieposprzątany pokój, i znów: - no sprzątaj gówniarzu, raz - nie nie mam ochoty, mam wszystkiego dość, zostaw mnie !!! To jeszcze bardziej rozsierziło brata, wyjął pasa, złozył na pół i zaczął uderzać Patryka. Patryk zaczął krzyczeć... miałam ochote tam wpaść i pierdolnąć go w ryj, za odgrywanie swoich frustracji na bezbronnym, słabszym dziecku. Siedziałam szyłam i nie byłam w stanie wybiec z pokoju, tylko szturchnęłam mame żeby tam poszła. I to jeszcze jak wychodziła z pokoju to się whnełam i kiwnęłam głową jakbym chciła ja jednak zatrzymać. Bo co? bo się bałam awantury? bałam się reakcji Jurka? Potem jeszcze, miałam zamiar wejść do niego i wyrzucić z siebie co myśle o nim i o tym co robi. Że krzywdzi własne dziecko, że nie radzi sobie sam ze sobą i się odgrywa, że jest na dobrej drodze do tego żeby zgotować swojemu synowi los taki jak miał/ma on sam. Przechodziłam koło drzwi i nie weszłam... dziś, myślę tak: jemu potrzebna jest pomoc specjalisty, on powinien porozmawiać z psychoterapeutą. Przerastają go własne emocje, żale, poczucie krzywdy, do tego wpada w nałóg o ile już nie wpadł. Musi się z tym mimo wszystko gdzies w srodku strasznie męczyć. Na pewno dzisiaj ma poczucie winy. Ale to co on wyrabia może się bardzo nidobrze odbić na niewinnym dziecku. Jeżeli coś można jeszcze zrobić, to pójść po pomoc do specjalisty. Myslałam o " moim" terapeucie - wydaje mi się że mógłby do niego dotrzeć.
wtorek, 15 lipca 2008
do zobaczenia ;)
FOTOGRAFIE http://onephoto.net/portfolio.php3?id_autora=19261 |